Nie chowałam nóg. Chowałam siebie.
(czyli po co właściwie zakładałam długie spodnie w upał)
Mam w szafie kilka par krótkich spodenek, które naprawdę lubię. Są wygodne, luźne, idealne na trzydziestostopniowy upał. Przez lata praktycznie ich nie nosiłam. Nie dlatego, że było mi zimno. Dlatego, że wydawało mi się, że nie zasługuję.
Nie zasługuję na krótkie spodenki. Na sukienkę przed kolano. Na kostium kąpielowy. Na ładne zdjęcie z wakacji. Bo najpierw muszę schudnąć.
To było moje ulubione zdanie. Najpierw schudnę. A dopiero potem założę sukienkę, pojadę nad jezioro, zrobię sobie zdjęcie i przestanę się chować. Problem polegał na tym, że to “najpierw” trwało latami. Pamiętam jeden szczególnie gorący dzień. Taki, kiedy asfalt prawie się topił i wszyscy chodzili w szortach, a ja założyłam długie spodnie. Nie pamiętam, żeby ktokolwiek patrzył wtedy na moje nogi. Za to doskonale pamiętam, że ja patrzyłam na nie cały czas. To jest chyba najgorsza część wstydu. On bardzo rzadko siedzi w oczach innych ludzi. Najczęściej siedzi we własnej głowie.
Przez długi czas myślałam, że kiedy schudnę, polubię swoje ciało. Dzisiaj wiem, że to działa dokładnie odwrotnie. Najpierw trzeba przestać z nim walczyć. Bo można ważyć mniej…
…i dalej nie wyjść na plażę.
Można mieć mniejszy rozmiar ubrań…
…i nadal wybierać najdłuższe spodnie.
Można zrzucić dwadzieścia kilogramów…
…i wciąż widzieć w lustrze tylko to, czego nie lubimy.
Ja przez to przeszłam.
Dzisiaj dalej mam cellulit. Mam rozstępy. Mam bliznę po cesarskim cięciu. I wiecie co? Naprawdę rzadko o nich myślę. Nie dlatego, że zniknęły. Dlatego, że przestały decydować o tym, jak żyję.
Keto dało mi bardzo wiele: Schudłam. Pozdbyłam się kilku zdrowotnyvh kłopotów. Uregulowałam swój organizm. Zaszłam w wyczekiwaną ciążę. A po ciąży, choć znów z wagą na plusie, pomogło mi odzyskać poczucie, że dalej jestem sobą. Odzyskałam energię. Przestałam być niewolnikiem ciągłego głodu i ciagłego odchudzania. Odzyskałam prawo do życia teraz.
Nie “po kolejnych pięciu kilogramach”. Nie “jak będę wyglądała lepiej”. Teraz.
Dlatego w tym roku, akurat kiedy Polskę nawiedziła najgorętsza od stuleci fala upałów, wreszcie założyłam krótkie spodenki. Nie dlatego, że moje nogi nagle stały się idealne, tylko dlatego, że doszłam do wniosku, że to lato też jest moje. I szkoda byłoby przesiedzieć je w długich spodniach.
Myślę, że bardzo często mówimy o odchudzaniu w kilogramach. A może warto czasem policzyć coś innego?
- Ile rzeczy zrobiłaś pierwszy raz od lat?
- Ile razy przestałaś się chować?
- Ile decyzji podjęłaś dlatego, że już się nie wstydzisz?
Bo być może właśnie tam zaczyna się największa przemiana. Nie na wadze, tylko w głowie.
