MATKA POLKA KETOLKA
Krótki cykl o macierzyństwie
Historia trzecia
(Czy ja w ogóle jestem dobrą matką?
Jest taki moment w macierzyństwie, o którym mówi się rzadko. Nie dlatego, że jest rzadki. Wręcz przeciwnie, jest tak powszechny, że prawie każda kobieta przez niego przechodzi tylko niewiele z nas mówi o tym głośno. To ten moment, kiedy patrzysz na swoje dziecko, które jest absolutnie najpiękniejszą istotą na świecie… i jednocześnie myślisz „Czy ja w ogóle wiem, co robię?” A chwilę później pojawia się wersja bardziej dramatyczna:
„Czy ja jestem dobrą matką?”
To pytanie przychodzi bardzo niepozornie. Czasem w środku nocy, kiedy dziecko płacze już trzeci raz, a ty próbujesz zgadnąć, czy chodzi o głód, zmęczenie, brzuch czy może o bardzo poważny problem egzystencjalny, jakim jest krzywo zapięty nap.
Czasem przychodzi w ciągu dnia, kiedy przeglądasz internet i nagle okazuje się, że w świecie istnieją matki, które:
– gotują ekologiczne obiady
– robią sensoryczne zabawy z dziećmi
– chodzą na spacery w idealnie dobranych stylizacjach
– i jeszcze mają energię, żeby wyglądać jak człowiek
Wtedy patrzysz na siebie.
Na włosy związane w coś, co kiedyś było kokiem.
Na kawę, którą właśnie podgrzewasz drugi raz.
Na dom, które wygląda tak, jakby ktoś przeprowadził w nim eksperyment z grawitacją i zabawkami.
I myślisz: „Czy ja naprawdę ogarniam to macierzyństwo?”
Sekret, którego nikt nam nie zdradził
Jest jednak coś bardzo ciekawego, co odkryłam dopiero po czasie. Te wszystkie matki, które wydają się absolutnie ogarnięte… też mają takie momenty. Naprawdę. One też stoją czasem w środku pokoju z dzieckiem na rękach i próbują sobie przypomnieć, czy ostatnie karmienie było pół godziny temu czy trzy godziny temu.
One też czasem googlują rzeczy w stylu: „czy niemowlę może mieć czkawkę 7 razy dziennie” Albo mój osobisty klasyk: „czy dziecko oddycha normalnie czy ja już wariuję”. Macierzyństwo ma tę niesamowitą właściwość, że potrafi wyciągnąć z kobiety wszystkie możliwe wątpliwości. Bo kiedy nagle jesteś odpowiedzialna za kogoś tak małego, twój mózg włącza tryb analizowania absolutnie wszystkiego.
Perfekcyjna matka nie istnieje
Najbardziej uwalniające odkrycie przyszło do mnie któregoś dnia zupełnie niespodziewanie. Siedziałam z dzieckiem na kanapie. Ono spało, ja próbowałam wykorzystać tę chwilę, żeby napić się ciepłej herbaty (co oczywiście jest sportem ekstremalnym przy niemowlęciu).
I nagle pomyślałam coś bardzo prostego. Moje dziecko nie potrzebuje perfekcyjnej matki. Ono potrzebuje mnie.
Tej trochę zmęczonej. Czasem niepewnej. Czasem rozczochranej.
Ale obecnej.
I nagle wiele rzeczy przestało być aż tak dramatycznych. Bo może nie zawsze robię wszystko idealnie. Może czasem coś mi umknie. Może czasem mam wrażenie, że improwizuję. Ale prawda jest taka, że większość macierzyństwa to właśnie improwizacja.
A gdzie w tym wszystkim keto?
Może to zabrzmi trochę banalnie, ale powrót do keto w połogu pomógł mi w jednym bardzo konkretnym aspekcie. Dał mi poczucie, że moje ciało znowu zaczyna działać po mojej stronie. Energia powoli wracała, głowa była spokojniejsza, a ja przestałam mieć wrażenie, że każdy dzień to walka o przetrwanie. I kiedy ciało przestaje być w trybie chaosu, łatwiej jest też poradzić sobie z tymi wszystkimi myślami, które pojawiają się w głowie. Tymi o tym, czy jesteś wystarczająca.
Mały sekret matek
Po jakimś czasie zauważyłam coś jeszcze. Te momenty zwątpienia… wcale nie oznaczają, że jesteś złą matką. Często oznaczają coś dokładnie odwrotnego. Oznaczają, że bardzo ci zależy.
Bo kobiety, które naprawdę się starają, zadają sobie pytania.
Myślą.
Analizują.
Czasem się martwią trochę bardziej niż trzeba.
A dzieci, o dziwo, rosną mimo tego całkiem dobrze.
