MATKA POLKA KETOLKA

Krótki cykl o macierzyństwie

Historia druga

(czyli o tym, że niewyspanie to stan umysłu)

Zanim zostałam mamą, myślałam, że wiem, co to znaczy być niewyspaną. Naprawdę. Zawsze lubiłam dużo spać, a dorosłe życie nie wspiera na co dzień takich jak ja. Zdarzały się też całkiem zarwane noce. Studia, praca, imprezy, wyjazdy, czasem serial typu „obejrzę jeszcze tylko  jeden odcinek”. Rano kawa, szybki prysznic i człowiek jakoś funkcjonował.

Po porodzie odkryłam jednak, że to wszystko była tylko amatorska rozgrzewka.

Prawdziwe niewyspanie zaczyna się wtedy, kiedy twój sen dzieli się na odcinki krótsze niż reklamy w telewizji.

Na przykład tak: dziecko śpi, dzień domknięty, zasypiasz o 23:40. Dziecko się wierci, budzisz się o 00:12, nasłuchujesz. Dziecko przestaje się wiercić, zasypiasz o 00:38.  Coś za cicho, budzisz się o 01:09, sprawdzasz czy oddycha, chwilę patrzysz jak śpi, zasypiasz o 01:30. Przed trzecią dziecko jęczy, przebudza się, wstajesz, dajesz mu smoczek, szumisz dostojnie, dziecko usypia. Stoisz jeszcze chwilę, żeby zapadło w głębszy sen, wracasz do łóżka. 03:15 zasypiasz… i tak co chwilę coś, aż w końcu słyszysz nieśmiałe gaworzenie. Ktoś patrzy na ciebie wielkimi oczami i uznaje, że dzień już się zaczął.

Najciekawsze jest to, co niewyspanie robi z mózgiem. Mój na przykład zaczął funkcjonować w trybie bardzo dziwnej logiki. Potrafiłam zapomnieć, po co weszłam do kuchni… ale jednocześnie dokładnie pamiętałam, gdzie leży smoczek, który wypadł z łóżeczka trzy godziny wcześniej. Czasami łapałam się też na tym, że stoję w środku pokoju i próbuję sobie przypomnieć jedno bardzo podstawowe pytanie: czy ja już dziś jadłam? Bo przy małym dziecku dzień zaczyna się kręcić wokół zupełnie innych rzeczy.

  • Karmienie.
  • Przewijanie.
  • Karmienie.
  • Usypianie.
  • Sprawdzanie czy dziecko oddycha (tak, robi się to zdecydowanie za często).

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim próbujesz jeszcze przypomnieć sobie, że istnieje coś takiego jak twoje własne ciało.

Macierzyństwo i mózg w trybie zombie

Najbardziej pamiętam moment, kiedy próbowałam zrobić śniadanie. To była bardzo prosta operacja: jajecznica. Nic skomplikowanego: jajka, masło, patelnia.

I nagle odkryłam, że stoję w kuchni z patelnią w ręku i zastanawiam się, czy ja już wyjęłam jajka z lodówki. Okazało się, że tak. Ale dopiero po dobrych trzydziestu sekundach patrzenia na nie.

Wtedy zrozumiałam, że mój mózg wszedł w tryb energetycznego oszczędzania. I właśnie wtedy przypomniałam sobie coś bardzo ważnego. Bo ja już kiedyś znałam ten stan. Ten moment, kiedy energia spada, głowa jest ciężka, a koncentracja działa jak internet w pociągu. Znałam go sprzed keto. I wiedziałam też, że kiedy wracam do keto, dzieje się coś bardzo konkretnego: energia przestaje być rollercoasterem.

Najzabawniejsze jest to, że kiedy zaczęłam rozmawiać z innymi mamami, odkryłam pewną rzecz. My wszystkie przechodzimy przez bardzo podobne etapy. Ten moment, kiedy patrzysz w lustro i zastanawiasz się, czy twoje oczy zawsze były aż tak zmęczone. Ten moment, kiedy potrafisz zasnąć w każdej pozycji. I ten moment, kiedy nagle zaczynasz doceniać coś, co wcześniej wydawało się zupełnie zwyczajne: cztery godziny snu pod rząd. To już prawie wakacje.

Keto w świecie zimnej kawy

Powrót do keto w połogu nie wyglądał jak piękna metamorfoza z magazynu. Nie było idealnych posiłków i planów na tydzień. Była raczej kuchnia, w której jedna ręka miesza jajecznicę, a druga próbuje jednocześnie uspokoić małego człowieka, który akurat uznał, że spanie to bardzo przereklamowana czynność.

Miałam jednak ten komfort, że nie musiałam się zastanawiać czy dla dziecka to dobrze czy nie dobrze bo nie karmiłam młodego piersią. I powiem zupełnie szczerze, gdyby tak było nie wiem czy bym się odważyła wrócić do keto tak szybko.

I podobnie jak z ciążą: są takie kobiety, są takie historie i wszystko jest dobrze. Ale z tą moja odwagą jakoś krucho, kiedy w grę wchodzi szkrab. 

No i wróciłam, więc powoli zaczęłam coś zauważać. Moja energia nie była już taka poszarpana. Głowa robiła się spokojniejsza. A ja miałam wrażenie, że mimo niewyspania mój organizm jakoś lepiej sobie z tym radzi. Bo prawda jest taka, że przy małym dziecku sen nadal jest luksusem.

Ale kiedy twoje ciało działa na stabilnym paliwie, to wszystko przestaje być aż tak dramatyczne. Nie jesteś nagle superbohaterką. Nadal bywasz zmęczona. Nadal zdarza ci się podgrzewać kawę trzy razy. Ale przynajmniej nie masz wrażenia, że twój mózg działa na baterii, która za chwilę się wyłączy.

Małe zwycięstwa

Macierzyństwo nauczyło mnie jednej rzeczy: nie wszystko musi być perfekcyjne. Czasem wielkim sukcesem dnia jest to, że:

  • dziecko zasnęło
  • ty zdążyłaś zjeść ciepły posiłek
  • i kawa została wypita zanim całkiem wystygła.

A jeśli przy okazji twoje ciało powoli wraca do równowagi… to naprawdę jest już bardzo dobrze.